|
HICKSVILLE UFO
Data publikacji:
18.01.1992
(w NME)
Whoop! Whoop! Uwaga!
Uwaga! Nadchodzi niebezpieczeństwo! Niebezpieczeństwo! Szybko, Will
Robinson, na statek!
A co młody Will
znajdzie na tym statku? Jeżeli wierzyć facetowi siedzącemu przede
mną, może to być amerykański komik w czarnym garniturze. Tak, Bill
Hicks, niedawno pokazywany w TV z własnym godzinnym materiałem, a w
zeszłym roku naprawdę DUŻE nazwisko Edinburgh Fringe, rzeczywiście
był na statku kosmicznym. I to nie na jakimś tandetnym Jupiterze
kosmicznej rodziny Robinsonów, ale na prawdziwym statku, z
prawdziwymi kosmitami!
„Bez zagłębiania się w
szczegóły, ja i dwóch moich przyjaciół mieliśmy wspólną wizję, nie
przebywając ze sobą fizycznie, zabrania przez UFO”, mówi spokojnym,
racjonalnym i wyważonym głosem, w ogóle nie przypominającym głosu
szaleńca.
„Kiedy wróciliśmy,
żaden z nas tego nie pamiętał, a jeden z przyjaciół powiedział, ‘Nie
odnosicie wrażenia, że spotykamy dzisiaj mnóstwo nowych ludzi?’. I
cała nasza trójka przypomniała sobie to doświadczenie. Od tego czasu
oglądam się za siebie…”
Co nie dziwi, Bill
Hicks jest teraz zafascynowany UFO, a także możliwościami, jakie
oferują ludziom, sugerując, że nie muszą oni myśleć w sposób
narzucany im przez ‘władze’.
„Lubię w swoich
występach używać kosmitów, aby pokazać strach do obcych, ksenofobię.
Kosmici lądują w Alabamie – w Alabamie nienawidzą wszystkich, ale
muszę użyć kosmitów, aby uczynić to bardziej uniwersalnym – a oni
się tych kosmitów boją. Czego się boicie? Boicie się, że zabiorą wam
prace? ‘Przylecieliśmy, żeby pracować w Sonic Burger!’ Dajcie
spokój!”
„I ci ludzie słyszą o
obserwacjach UFO i wszyscy, jadąc zobaczyć UFO, zabierają ze sobą
broń. Dlaczego? Co oni z nimi zrobią? Te stworzenia przebyły miliony
kilometrów, a wy macie strzelby? Kiedy przestaniecie?”
Urodzony, i od razu znużony, w Georgii około 30 lat temu, Hicks
przeniósł się z rodzicami do Teksasu, a później osiadł w Nowym
Jorku, zostając po drodze nałogowym palaczem („Ile palę? Dwie
zapalniczki dziennie”) i zaciekłym działaczem przeciwko
nietolerancji i banalności („Nienawidzę, kiedy ludzie podchodzą do
mnie i mówią: Bill, zużyjesz mniej energii uśmiechając się, niż
krzywiąc. Tak? Cóż, zużyjesz mniej energii zostawiając mnie w
spokoju…”).
Samozwańczy Król
Racjonalizmu, Hicks utrzymuje, że nie jest komikiem politycznym,
chociaż niemal wszystko, czym się zajmuje prowadzi do zdumienia tym,
w jaki sposób systemy polityczne rządzą naszym życiem, jak mówią nam
jak myśleć i uczą, by nie kwestionować.
„Komedia to obosieczny
miecz; z jednej strony nikt cię nie krytykuje, bo jesteś komikiem, a
to wszystko to żarty, a z drugiej to nie są żarty – poważnie
traktuję to, co mówię, ale oni sądzą, że to żarty”.
„Przykładowo, kiedy
wybrano Reagana, akurat wtedy, kiedy zaczynał się ten cały komediowy
boom, wszyscy komicy w całej Ameryce wchodzili na scenę i mówili,
‘Widzieliście co ten facet robi, to demon’. A publiczność się śmiała
i powtarzała, ‘Demon, hahaha!’. ‘Nie! Słuchajcie, on naprawdę JEST
demonem, mówimy poważnie’. ‘Demon, hahaha!’ I ty dokładnie
tłumaczysz, dlaczego ten facet jest kłamcą i idiotą, a oni się
śmieją i idą ponownie go wybrać. Tak samo jest z waszą Panię
Thatcher”.
Do tej pory Bill,
który sylwetką przypomina Van Morrisona, chociaż mierzy dobre sześć
stóp, sporo się napocił i nie zamierza wypuszczać z rąk zdobytego
gruntu. Jest poważnym komikiem. Wszystko, co następuje, jest z jego
głowy, nie jest częścią jego występu…
„Spójrz na Reagana,
facet to kretyn. Jego IQ to jakieś 100. Wiesz dlaczego został
wybrany prezydentem? IQ przeciętnego Amerykanina to 100 – czyli
idiota, nie? Czy to nie kretyn? I wtedy przychodzi ten lis Bush, ta
kanalia, oni wszyscy to kanalie”.
Elvis mógł zostać
wybrany prezydentem?
„Wszyscy ci faceci
występują w reklamach i mają swoich jebanych publicystów, to
przemysł rozrywkowy, może więc Elvis mógł być prezydentem. W
przypadku Elvisa rozbraja mnie to, że wszyscy ci, którzy go
parodiują wybierają sobie Vegas Elvisa; nie młodego, fajnego faceta,
zawsze grubego głupka”.
Wielbienie Elvisa to
chyba dla Amerykanów wymówka, by być grubymi i
głupimi.
„Prawdopodobnie,
prawdopodobnie. Oni kochają prostactwo. Spójrz na McDonald’s. Mają
teraz McDonald’s w Moskwie i naprawdę mnie to nie obchodzi – ta
amerykanizacja świata”. Hicks kontynuuje. Zmienia nagle temat, ale
dla niego to wszystko tworzy zwarty sens. „Tak! (rozczapierza palce
u dłoni jak szef marketingu pokazujący klientowi nowy slogan
kampanii) Amerykanizacja świata
– Nieuprzejme Dostarczanie Złych Produktów, hahaha!”
„Jestem Amerykaninem,
który kocha tę Amerykę, która nie istnieje, która jest lądem
wolności i wolnych idei. Biznesem Ameryki nie jest biznes, dla mnie
to kreacja idei”.
Ale czy posiadanie
góry pieniędzy i mieszkania przy plaży nie jest amerykańskim snem –
czy nie są nim pieniądze, za które kupujesz wolność? Biorąc pod
uwagę to, jak wyluzowanym człowiekiem jest Hicks, teraz niemal
eksploduje.
„Nie, to bzdura!
Pieniądze nie kupują ci niczego, to iluzja. Gdyby na planecie nie
było pieniędzy, nie byłoby ani trochę mniej jedzenia. To
popierdolone, człowieku, czas pieniędzy się kończy. Ludzie zdają
sobie z tego sprawę, mam nadzieję. Najbardziej obrzydliwe u biednych
ludzi jest to, że pragną pieniędzy. Każdy powinien nosić niebieskie
dżinsy i trzy t-shirty, jeść fasolę i ryż, i złamać każde jebane
przedsiębiorstwo, złamać. Nie kupujcie w McDonald’s – zniszczymy
twój tyłek, Big Mac, ok? Przestańcie robić takie gówno”. Robi pauzę,
wygląda bardziej na zaskoczonego niż na pozbawionego tchu. „Kurwa,
skąd to wszystko się wzięło, Jeeezu!”
Nie dziwi, że nie masz
wielkiej wiary w zorganizowaną religię. Miałeś jakieś złe
doświadczenia?
„Cóż, cała moja
filozofia życiowa opiera się na tym, że wszyscy jesteśmy jednością i
w momencie, kiedy czymś się określasz, natychmiast odseparowujesz
się od wszystkiego innego. I tak, miałem złe doświadczenia”.
A co, jako dziecko
byłeś bity podczas sabatów czarownic?
„Cóż, w ciągu
pięciominutowego doświadczenia z UFO, posmakowałem świętości jak
nigdy przez 20 lat religii. Wszystko to, o czym mówię, ma wskazywać
percepcje, nie mam więc czegoś, czemu byłbym przeciwny, bardziej
coś, za czym jestem, i myślę, że to robi mój materiał – przekłuwa
balony, przekłuwa fantazje i stara się znaleźć elementy prawdy”.
„Ach, trochę to
pompatyczne, ale muszę coś mieć, coś, w co mogę uwierzyć.
Przynajmniej dopóki nie wróci ten jebany statek”.
Przewracaj się Jimmy
Swaggarcie, i przekaż newsa Wenusjanom…
„Jesteśmy doskonały i
świętymi dziećmi Boga i nie wiem czemu, będąc perfekcyjnymi i
świętymi dziećmi Boga, miałyby zostać na nas nałożone jakiekolwiek
limity… kompletnie nie wiem. O to chodzi w moich występach. Chcę być
wolny od strachów i lęków przed śmiercią i przesądami religijnymi.
Byłem wychowywany na baptystę… z mściwym Bogiem, Bogiem, który
stworzył piekło dla swoich dzieci. Wybaczcie, ale… nie. Błąd.
Jesteście w błędzie. To szalony Bóg i dlatego nie mój. Bo, widzicie,
Bóg byłby bardzo rozsądny, nie rozumiecie? To moje występy. Z tego
odchodzą kolejne gałęzie”.
|